do aktualności
2011-09-25
Na początek rozśpiewka i zaczynamy. Cztery godziny ciężkiej „śpiewanej pracy” na siedząco i stojąco. Dyrygentka w czasie pracy nic nie odpuszcza, ma być cuuuudnie, równo i bez wpadek. Jak ładnie nie zaśpiewamy, to końca nie będzie.
A potem obiad z grilla przygotowany dla nas przez gospodarzy Małgosię i Marka i już śpiewy na luzie, tańce, przytupy. Utworzyła się nawet orkiestra z naszych chórzystów.
Korzystamy też z ostatnich promieni lata, śpiewając w ogrodzie przy akordeonowym akompaniamencie Andrzeja Kłyszewskiego. Andrzej świętuje równocześnie swój tytuł profesorski, więc sto lat od Cameraty odśpiewane jak zwykle na głosy.
No i koniec czas wracać do codziennej rzeczywistości.
do aktualności